O autorze
Przewodniczący Rady Nadzorczej Vistula Group - właściciela takich brandów jak Vistula, Wólczanka i Deni Cler- wie, że nazwa zobowiązuje. Dba o to, żeby ostatni guzik przy rękawie marynarki był zawsze odpięty. Biżuterią W. Kruk oryginalnie zaprojektowaną i z wielką pieczołowitością wykonaną, obdarowuje na szczególne okazje dwie, najważniejsze w jego życiu kobiety – Żonę i Córkę.

Czas Papieża

Ani sex, ani kasa już nie rządzą światem! Według „Time'a” nie Barack Obama i nie Miley Cyrus zasługują na miano człowieka roku, a papież Franciszek.

Marzec 2013

Gdyby Kościół był spółką giełdową jego notowania świeciłyby na czerwono. Przyczyny są różne, można się spierać co bardziej szkodzi najpotężniejszej instytucji świata. Jedno jest pewne, plaga doniesień o księżach pedofilach, brak postępowości, konserwatyzm i skostniałe zasady działają na tą instytucję jak utrata siły nośnej na samolot.



Kościół przez ostatnie lata nie podąża z duchem czasu, jest głuchy na głosy tych, którzy wyraźnie mówią, w jakim kierunku powinien zmierzać, żeby przestać pikować. Niestety wbrew temu Watykan sprzeciwia się eutanazji, aborcji, in vitro, małżeństwom wśród księży, zniesieniu celibatu, małżeństwom homoseksualnym, milczy na temat pedofilii szerzącej się wśród duchownych, majątkach księży, etc.

Powolne opadanie Kościoła trwa i zdawać się może, że nabiera prędkości. Panuje wręcz swoista moda na ateizm. Kościoły świecą pustkami, przyznawanie się do bycia katolikiem wśród młodzieży uznawane jest za obciach, wśród starszych jest jedynie niezręczne i oznacza przywiązanie do skostniałego systemu, brak postępowości. Triumfują media świeckie, te katolickie kojarzone są ze starszymi osobami, z ludźmi niewykształconymi, o niskim statusie społecznym.

W marcu, w chwili gdy cały świat zdaje się odwracać głowę od Kościoła, któremu grozi zapaść, wydarza się coś zaskakującego. Papież Benedykt - wypadający raczej blado w porównaniu ze swoim wielkim poprzednikiem - rezygnuje. Tym samym prawdopodobnie wyświadcza Kościołowi ogromną przysługę, uchylając się w cień i robiąc miejsce charyzmatycznemu kardynałowi z Argentyny. Później wszystko nabiera tempa: świat obiegają zdjęcia Franciszka w autobusie, Franciszka obmywającego stopy ubogim. Media pokazują historię papieża - pokornego, dobrego człowieka, wzoru zapomnianych przez wielu duchownych cnót.

Nowy papież od razu podbija serca ludzi, wszystkich - także ateistów, niezdecydowanych, wątpiących, niepraktykujących. Skromny wielki człowiek, który blichtr i zbytki doczesności zamienił na skromne lokum i środki komunikacji miejskiej. I mimo, że w Polsce jego słowa i czyny od początku są interpretowane w różnoraki sposób, w zależności jak komu wygodniej, to Franciszek z dnia na dzień staje się legendą. Wszystko dzięki otwartości na ludzi, opowiadaniu się za biednymi, zapowiadanym reformom. Papież każdego dnia udowadnia, że los żadnego człowieka nie jest mu obojętny.

Nie dziwi więc decyzja Time’a, który przyznaje prestiżowy tytuł „Człowieka Roku” właśnie jemu. Bo nowy papież niewątpliwie zasługuje na to miano, zasługuje nawet na miano człowieka dekady! Patrząc jednak na konkurencję - w pierwszej dziesiątce nominowanych byli także Barack Obama, czy Miley Cyrus - aż trudno uwierzyć... Franciszek uosobienie czystości, skromności jest przeciwieństwem obowiązujących trendów. Wydawać by się mogło, że w klimat XXI wieku bardziej wpisuje się słynąca z kontrowersyjnych zachowań piosenkarka i prezydent kapitalistycznego mocarstwa, który kojarzy się z dolarem i władzą, albo raczej dolarem - no więc władzą. I on pośród nich - skromny jezuita, dla którego wartości prezentowane przez współnominowanych nie mają absolutnie żadnego znaczenia, którego system wartości jest zupełnie różny.

To zestawienie może dziwić, ale niewątpliwie wygrana Franciszka cieszy i ekscytuje, mam wrażenie, że jest zapowiedzią czegoś dobrego. Tej nominacji nie można po prostu nazwać poprawnością polityczną, nie było to posunięcie w stylu Nobla dla Obamy, który ledwo co objął urząd prezydenta USA. To uznanie dla człowieka, który porusza serca, człowieka, za którym jeśli nawet nie podąży cały świat, to na pewno go pokocha.

Czyżby więc coś miało się zmienić? Co mówi o nas ta nominacja, a w końcu wygrana? Że jesteśmy głodni zmian? Że jesteśmy już na nie gotowi? Czyżby dotychczasowe wartości się zdewaluowały, a do łask wracały cnoty prezentowane przez franciszkanów, przyjęte i głoszone przez obecnego papieża? Czyżby sex i dolar przestały już rządzić światem?
Trwa ładowanie komentarzy...